Andrzej Bargiel czyli Jędrek z charakterem.

Młody Jędrek 2008 rok

Andrzej Bargiel jest przykładem ogromnego sukcesu. Udało mu się chyba dlatego, że wychował się w wielodzietnej rodzinie, gdzie nigdy nie było lekko, a aktywność w trudnych warunkach i silną wolę do przezwyciężania przeciwieństw, ma po prostu w genach.

Andrzej Bargiel 2009 rok

Andrzeja znam od blisko 15 lat. W Zakopanem pojawił się jako młody chłopak, w ślad za starszym bratem Grześkiem, który osadzał się w tym czasie pod Tatrami, czynnie uprawiając skialpinizm, szkoląc się wspinaczkowo, przewodnicko i w TOPR.

Jędrek szybko dał sie poznać jako sportowiec obdarzony niebywałymi predyspozycjami organizmu do wysiłku biegowego w warunkach górskich, a także wielką wolą psychiczną do żmudnych i wyczerpujących treningów wytrzymałościowych. W 2007 r. zdobywa mistrzostwo Polski juniorów w narciarstwie wysokogórskim. Trzy lata później startuje w parze ze znakomitym słowackim skialpinistą Peterem Svetjanskim w morderczych zawodach skialpinistycznych Pierra Menta – zajmują dziewiąte miejsce. To ogromny sukces w tym środowisku. W tym samym roku bierze udział w prestiżowych zawodach w biegach górskich Elbrus Race, zwyciężając w nich w wielkim stylu, bo poprawiając o 32 minuty rekord trasy należący do utytułowanego rosyjskiego himalaisty Denisa Urubko.

Finał Memoriału im. Piotra Malinowskiego Murowaniec 2008 rok

Pomimo sukcesów Jędrek był właściwie pozostawiony samemu sobie w świecie skialpinizmu, dyscypliny nieznanej, niedocenionej i niedofinansowanej, choć rozwój profesjonalnego zawodnika wymaga w niej sporych nakładów.

Andrzej przeżył wtedy wiele goryczy i rozczarowań zarówno w zetknięciu ze świeżo kształtującymi się w Polsce strukturami organizacyjnymi skialpinizmu, jak w kontakatach z niektórymi przedstawicielami producentów, którzy wtedy mienili się jego sponsorami, a o których dzisiaj wolałby nie wspominać. Byli wreszcie tacy, którzy próbowali wykorzystać jego talent i sukcesy, by samemu sie wypromować.

Spotykał się wówczas czasem w branży z krytyką za swój nadmierny jakoby indywidualizm czy rzekomą niezdolność do współpracy. Prawda jest jednak taka, że wraz z Magdą Derezińską już w tym czasie w swojej dyscyplinie wyraźnie odstawali od rodzimej konkurencji.

Andrzej Bargiel Memoriał im. Piotra Malinowskiego 2009 rok

Talent zaś, wsparty wolą, nie pozwoliły długo czekać na dalsze sukcesy Jędrka. Sukcesywnie wtapiał się w środowisko górskie, a jego talenty zostały dostrzeżone.

W efekcie Jędrek wziął udział w wyprawach himalajskich, organizowanych w ramach programu Polskiego Himalaizmu Zimowego, powstałego m.in. z inicjatywy sławnego himalaisty i przedsiębiorcy Artura Hajzera.

Na Manaslu, niedoświadczony przecież jeszcze w Himalajach, zapoznał się ze specyfiką wypraw wysokogórskich, ich organizacją i otoczką, towarzyszącą takim przedsięwzięciom. Wyprawa nie zakończyła się sukcesem. Andrzej również nie wszedł na szczyt. Został zawrócony z 7600 m n.p.m., chociaż był w formie, więc mógł próbować pokusić się o atak szczytowy. Być może był za młody. Ale może dobrze sie stało?

Andrzej Bargiel

W każdym razie to tam, pod Manaslu, przekonał się i upewnił, że jego przygotowanie sportowe i kondycyjne otwierają przed nim nowe możliwości zdobywania najwyższych gór. To tam doszło do osobistej konfrontacji z mitem himalaizmu, który w książkach, filmach i przekazach jest przepełniony walką o każdy krok, niewygodami i heroizmem, a dla niego stał się wielką przygodą i cennym doświadczeniem, pozwalającym uwierzyć we własne możliwości zwłaszcza w porównaniu do formy i przygotowania ówczesnych wspinaczy.

Ponadto Jędrek, który zabrał ze sobą narty do skialpinizmu, przekonał się, że na tych wysokościach poruszanie się w nich pod górę i zjazd, dają dodatkowe – i niedocenione ! – możliwości szybszego zdobycia góry oraz bezpiecznego z niej powrotu. Był to dla niego swoisty przełom i początek tworzenia planu oraz określenia własnego miejsca w historii eksploracji szczytów.

Andrzej Bargiel

Kolejna wyprawa himalajska na Lhotse była w jego wspomnieniach nacechowana ciśnieniem wejścia na szczyt za wszelka cenę. Niestety, podczas wycofywania się zginął skarajnie wyczerpany Szerpa, kóry już wcześniej wykazywał oznaki totalnego osłabienia, a drugi z tragarzy cudem uniknął śmierci, doznając jednak mocnych odmrożeń. Andrzej brał udział w akcji jego sprowadzania i udzielania pierwszej pomocy medycznej, krążąc między bazą a wyższymi obozami na granicy 7000-7900 m n.p.n.

Wtedy chyba zrozumiał, że większość himalaistów, porywających się na najwyższej szczyty, to nie są zawodowi sportowcy z wytrenowaną wydolnością fizyczną. Skutkuje to wolnym tempem zdobywania szczytu, a zwłaszcza zwiększeniem czasu przebywania w strefie wysokości zagrażającej ludzkiemu życiu. W ostatecznym rezultacie ryzyko przedsięwzięcia dodatkowo, i to kolosalnie, wzrasta.

Finał Memoriału im. Piotra Malinowskiego Murowaniec 2009 rok

Ponadto Andrzej uważa, że korzystanie z Szerpów jako tragarzy czy technicznej obsługi poręczującej trasę wejścia, umniejsza wartość sportową i moralną zdobycia szczytu.

Dlatego następne wyprawy zaczął organizować wedle swojej koncepcji samotnych wejść z ograniczoną do minimum pomocą ekipy towarzyszącej. Zmniejsza tym samym podejmowane ryzyko praktycznie do swojej osoby, jednocześnie zapewniając sobie komfort w postaci swobody działania oraz szybkiego i indywidualnego podejmowania decyzji.

Co też ważne, Jędrek w swoich planach nie zakłada, że to zdobywanie najwyższych szczytów jest jedyną drogą do sukcesu. Stara się budować kolejny cel tak, aby dało się połączyć przygodę poznawania świata z innowacyjną techniką eksploracji – choćby właśnie przez zastosowanie nart do podejść i zjazdów ze szczytu. Każde kolejne przedsięwzięcie ma coraz bogatsza oprawę medialną, przyczyniając się do popularyzacji gór i form aktywności dotąd nieznanych dla przeciętnego widza czy czytelnika.

Jedrek jest przykładem ogromnego sukcesu podpartego pasją, wytrwałością i pracą.

Jędrek z młodszym bratem Bartkiem 2009 rok

Może udało mu się dlatego, że urodził się i wychował w wielodzietnej, bo jedenastoosobowej, rodzinie, w malutkiej miejscowości Tokarni przy drodze do Zakopanego? Tam każde dziecko z rodzeństwa musiało znaleźć własą drogę. A może dlatego, że sport, a raczej aktywność w trudnych warunkach i silną wolę do przezwyciężania przeciwieństw, ma po prostu w genach?

I chociaż po paśmie spektakularnych sukcesów jego życie i egzystencja uległy diametralnej zmianie, to pozostał takim samym, uśmiechniętym i skromnym facetem, pełnym zaufania i życzliwym wobec innych.

*

Kilka lat temu zakopiańskiej rodzinie spalił się w środku srogiej zimy kawałek drewnianego domu. Wyłączono prąd, a straż kilkakrotnie wracała dogaszać hektolitrami wody tlące się ściany. Jednym z pierwszych, którzy przybyli pomagać był Andrzej. Razem z Sebą Litnerem czuwali, zaopatrzeni w czołówki i śpiwory, całą noc w obawie, że pożar może sie ponownie rozniecić.

Andrzej Bargiel 2009 rok

Taki właśnie jest Andrzej.

Tomasz Osuchowski